O zadymienie, Straż Miejską i urzędnika
W ostatnią sobotę, Czytelnicy informowali nas o kłębach dymu unoszących się nad ulicą Piłsudskiego. Przybyła na miejsce straż pożarna stwierdziła, że ktoś po prostu pali sobie w piecu, najwyraźniej wrzucając do niego co popadnie. Efektem był gryzący, duszący dym, który spowijał odcinek nad ulicą. Poruszeni mieszkańcy okolicznych domów próbowali zawiadomić straż miejską, lecz funkcjonariusze nie mogą wejść do mieszkania niefrasobliwego "palacza". Jedynym uprawnionym do większej interwencji jest pan Zakrzewski - pracownik Ochrony Środowiska z Urzędu Miejskiego, ale on w soboty ma wolne. Co w takiej sytuacji mają robić mieszkańcy?
Z informacji uzyskanych od Straży Pożarnej, wynika, że przyczyną zadymienia było zapalenie się sadzy w kominie budynku.
W godzinach od 7.00 do 19.00, a więc sobotniego dyżuru Straży Miejskiej, nie było oficjalnego zgłoszenia „o kłębach dymu unoszących się nad ulicą Piłsudskiego”.
Funkcjonariusze SM, jak sama nazwa wskazuje, działają na terenach komunalnych, a nie terenach prywatnych. Ewentualne wpuszczenie ich do prywatnego mieszkania, uzależnione jest wyłącznie od dobrej woli właściciela lokalu.
Upoważnienie do kontroli w zakresie ochrony środowiska posiada pracownik Wydziału Ochrony Środowiska i Leśnictwa Urzędu Miasta Bartłomiej Zakrzewski. W przypadku, gdy do sytuacji dochodzi w dni wolne od pracy urzędu, wówczas najlepszym rozwiązaniem jest powiadomienie policji o możliwości popełnienie wykroczenia poprzez spalanie w piecu niedozwolonych materiałów i tym samym zanieczyszczanie środowiska.
Data dodania 24 maja 2017